piątek, 12 września 2014

WYŚPIEWAĆ MODLITWĘ


"Krzycz – pośród nas jest Król Jezus..."



„Wszystko Tobie oddać pragnę, dzieckiem Twoim zawsze być” śpiewałam w dniu swojej I Komunii Świętej i pewnie jeszcze kilka razy później przy innych okazjach. Fajna, melodyjna pieśń, dla takich jak ja, co śpiewają co i gdzie się da, jak długo wyświetlają słowa. „Serce moje weź, niech Twą śpiewa pieśń…” Wyłam ile wlezie. Nieco ponad 20 lat później, i galaktykę przeróżnych wydarzeń w moim życiu, te słowa wróciły do mnie z innym ładunkiem i mocą, sprawiając, że mogę śpiewać z jeszcze większym zaangażowaniem, tą i inne pieśni, co niekoniecznie zawsze musi powodować entuzjazm innych uczestników nabożeństwa, szczególnie tych stojących najbliżej mnie. Jest jeszcze weselej, bo mój zapał do wyśpiewania, tych słów nie słabnie mimo, świadomości prawdopodobnego braku uznania dla mojego miernego talentu wokalnego (Pocieszają mnie słowa pewnego księdza proboszcza, który nauczał, że brak talentu, to też talent). Dlaczego?


Śpiewam głośniej może po to, żeby Bóg mnie usłyszał i nie miał wątpliwości z czyich ust dobiega głos wołania. Żeby wiedział, że „wszystko Jemu oddać pragnę”, nie pomylił się i to moje „serce wziął”. Krzyczę tak głośno, że musiałabym być mocno naiwna, myśląc, że nie usłyszy. Poza tym, nawet gdyby jakimś cudem przeoczył (prawdopodobieństwo 0% - kto nie wierzy niech siądzie w ławce ze mną, na niedzielnej Mszy św.) mój zmęczony Anioł Stróż, pewnie żałujący, że nie może skorzystać z ziemskiego wynalazku zatyczek do uszu, silnie zdesperowany, rozpychając się łokciami przez gromadę innych Aniołów, orędujących w ważnych sprawach swoich podopiecznych, przedrze się przed oblicze Pana wycieńczony wołając: „To ona, to ona – wysłuchaj jej wreszcie!” Bóg ma do nas dużo cierpliwości. Słyszy i wie – jestem pewna. 


Ale być może śpiewam też po to, żeby na ten moment liturgii jakim są śpiewy przenieść zjawisko tzw. sztucznego tłoku. "Wiedz Boże, że w tej naszej wspólnocie, na tym naszym z Tobą spotkaniu coś się dzieje. Jest nas dużo, śpiewamy, bo chcemy oddać Tobie chwałę." Staram się śpiewać za wszystkich, którzy z jakichś względów nieco powściągliwie wyrażają swoje pragnienie „oddania Tobie wszystkiego”, ale i tak „serce weź”: tego nadąsanego Pana, który budzi się na znak pokoju i kiedy żona go szturchnie, że pora ruszyć w drogę do komunii;  tej pani, co śpiewa tak cicho, że chyba nie wierzy, że „śpiewać każdy może”, bo jeśli Bóg dał narządy przysposobione do wykonania jakiejś czynności to należy z nich korzystać dla Jego chwały i w dziękczynieniu; tego pana, który jest za dumny, na śpiewanie w kościele; i tej pani co siedzi skulona w ławce gdzieś pod chórem, bo ją jakieś wydarzenia życiowe tak poturbowały, że milczenie to jedyna modlitwa na jaką ją stać. Tak, robię wszystko, żeby na tej Eucharystii dokonał się cud pomnożenia głosów i mój krzyk, trafił do nieba niczym wołanie wielu.


Powodów mojego zaangażowania jest wiele, wśród nich kolejny. Czasami po prostu czuję to, o czym śpiewam. Teksty pieśni ubierają w słowa moje prośby, wyrażają pragnienia, wdzięczność i zachwyt wobec Boga. Śpiewanie jest moją ulubioną formą modlitwy, podczas której zapraszam, aby Jezus był moim Panem, zajął należne miejsce w moim sercu i aby się działa Jego wola w moim życiu. Na takiej modlitwie nigdy nie tracę wątku. Tym bardziej cieszę się z opinii, że kto śpiewa modli się podwójnie.


W związku z powyższym bardzo nie lubię, kiedy pan organista bryluje nadmiernie swoim talentem, uniemożliwiając uwielbianie Boga śpiewem, podczas Mszy św. Kiedy przez swoje barwne intonacje i popisy organowe sprawia, że od wielu lat znane pieśni brzmią zupełnie obco. Jestem zdecydowanie niepocieszona, kiedy rzutnik jest wyłączony podczas Mszy i jestem zmuszona improwizować lub milczeć!


Ten muzyczny wątek podjęłam ponieważ, jak wyżej opisałam jest mi bliski, oraz aby wyjaśnić motyw rozpoczynania postów tytułami lub fragmentami piosenek chrześcijańskich. Poza tym, pisząc wcześniej o trwaniu w postawie wdzięczności, wspominałam o znaczeniu słuchania muzyki uwieLbienia. Kiedy jestem w domu lub w podróży nałogowo słucham pieśni uwielbienia, które podnoszą na duchu kiedy jest ciężko i pomagają wytrwać w dobrym samopoczuciu. Krzepią, budują i dotykają serca. Zachęcam do wypróbowania oraz aktywnego zaangażowania w liturgiczne śpiewanie. Msza św. nie jest święta tylko z nazwy. To czas spotkania z Bogiem. Stajesz przed Bogiem, Stwórcą wszystkiego, który ma moc stworzyć coś z niczego, rozwiesił gwiazdy na niebie, powołał do życia wszelkie stworzenie, także Ciebie i... kiedy przychodzi pora oddać Mu chwałę, wyrazić swoje dziękczynienie, siedzisz mamrocząc pod nosem lub odpoczywasz dając szansę organiście? Nie! Podczas KAŻDEJ (nawet tej najnudniejszej, z marnym kazaniem i zakłóconej płaczem dziecka) Mszy św. stoisz przed BOGIEM, więc nie marnuj czasu tego spotkania, okazji by dziękować za wszystko, nie milcz, „krzycz – pośród nas jest Król Jezus, chwal Go, chwal Go, chwal Go ze wszystkich sił”! On w tym tłumie widzi wszystkich razem i każdego z osobna, słyszy każde słowo i myśli niewypowiedziane. Niech się uśmiechnie na Twój widok i dźwięk Twojego głosu. Niech Twój śpiew będzie Twoim wyznaniem miłości.


Chwała Panu!

2 komentarze:

  1. Jak to dobrze, że mamy swojego osobistego Anioła Stróża :)
    Czekałam, co za piosenka będzie na końcu artykułu, a tu brak.
    Pozdrawiam serdecznie. Monika M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myslalam Moniczko, zeby zakonczyc jakims odsylaczem do piosenki, ale stwierdzilam ze jak go nie wkleje to moze ktos zajrzy na youtube i odkryje skarbnice darmowej muzyki chrzescijanskiej wpisujac sobie np. tytul posta. Ps. Chwile temu, zanim weszlam na donkeybya, akurat o Tobie myslalam:)!!! Pozdrawiam serdecznie

      Usuń

Dziękuję za wpis, chwilę potrwa zanim pojawi się na blogu.